Mabon a słowiańskie Święto Plonów. Odkryj nasze rodzime korzenie w czasie Równonocy Jesiennej

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem pt. "Mabon a słowiańskie Święto Plonów. Odkryj nasze rodzime korzenie w czasie Równonocy Jesiennej" przygotowanym przez naszego eksperta Wróżbita Mateusz Algiz
Drodzy Czytelnicy, jeśli chodzi o ten konkretny moment w roku, kiedy dzień zrównuje się z nocą, to dzieje się w przyrodzie coś naprawdę mocnego. Przychodzi równonoc jesienna i z jednej strony czuć jeszcze ciepłe promienie słońca na twarzy, ale z drugiej ? wieczorny chłód wchodzi już pod skórę i nie da się tego zignorować. Światło i ciemność stają na chwilę naprzeciwko siebie w idealnym punkcie wagi. I teraz tak: w świecie współczesnej ezoteryki i magii naturalnej od razu pojawia się hasło, że nadchodzi sabat Mabon. Wszyscy o tym piszą, wszędzie widać celtyckie inspiracje, wiccańskie rozkłady i to jest w porządku, nie powiem, że to jest złe podejście. Ale bardzo często zapominamy o czymś, co leży dosłownie pod naszymi stopami.
Nasza słowiańska ziemia ma przecież w tym samym czasie swoje własne, niesamowicie silne tradycje. U nas to nie był żaden daleki sabat z obcych mitów, tylko żywe, swojskie Święto Plonów, dawne słowiańskie dożynki, w niektórych regionach zwane też Radoszczami. I to jest czas, kiedy zamiast szukać magii gdzieś daleko na Wyspach Brytyjskich, warto po prostu rozejrzeć się wokół siebie, poczuć zapach świeżo upieczonego chleba, ziół z ogródka i jabłek spadających z drzew.
Mabon a Słowiańszczyzna ? wspólny mianownik i różnice
Jeśli chodzi o samo zestawienie tych dwóch ścieżek, to wcale nie jest tak, że one ze sobą walczą albo że jedna wyklucza drugą. Wręcz przeciwnie, one pokazują ten sam punkt w czasie, tylko patrzą na niego z trochę innej perspektywy.
W tradycji wiccańskiej, kiedy bierzemy pod uwagę Koło Roku, sabat Mabon jest traktowany jako moment wyciszenia, dziękczynienia za drugie zbiory i powolnego schodzenia w głąb siebie. To jest ten czas refleksji nad tym, co zasialiśmy wiosną i co z tego realnie zebraliśmy. Chodzi o balans, o to, by zwolnić tempo, zapalić świecę i przygotować swoją duszę na mrok zimy.
Natomiast jeśli spojrzymy na to od strony słowiańskiej, to tutaj nie widać aż takiego skupienia na samej filozofii czy samotnej medytacji. Słowiańszczyzna była i jest bardzo praktyczna, ziemska i przede wszystkim wspólnotowa:
? Obfitość jako tarcza przed chłodem ? dla naszych przodków pełna spiżarnia to nie była tylko kwestia metafory czy ?energii obfitości?, ale kwestia przeżycia najbliższych miesięcy.
? Wspólne świętowanie ? Święto Plonów u Słowian to nie było siedzenie samemu w kącie. To była biesiada, głośne dziękczynienie, jedzenie, picie miodu i wspólne radowanie się z tego, co dała ziemia, zanim przyjdzie surowa zima.
? Głęboka wdzięczność duchom i bóstwom ? za to, że doglądały pól i nie pozwoliły, by grad czy susza zniszczyły zbiory.
I finalnie, jeśli połączymy te dwa światy, to nie ma tu żadnego zgrzytu. Mabon daje nam tę intymną, wewnętrzną przestrzeń na refleksję, a słowiańskie dożynki dają nam mocne zakorzenienie w ziemi, w materii i w ciele. Jedno z drugim współgra po prostu idealnie.
Święte symbole i dary ziemi
Jeśli chodzi o energię tego czasu, to ona nie potrzebuje drogich kryształów sprowadzanych z drugiego końca świata. Cała magia jesiennej równonocy opiera się na tym, co zbieramy z pól, sadów i lasów.
Chleb ? serce każdego świętowania
Nie da się mówić o słowiańskim świętowaniu bez chleba. Chleb to nie jest po prostu jedzenie. W naszej tradycji to jest dosłownie esencja życia, pot ludzkich rąk i łaska natury zamknięta w jednym bochnie. Kiedy pieczemy chleb na słowiańskie dożynki, to widać w nim całe lato ? słońce, które grzało zboże, deszcz, który je poił, i pracę ludzi. Dzielenie się nim przy stole to najstarszy i najsilniejszy akt jednoczący ludzi i siły opiekuńcze.
Wieniec dożynkowy i zioła ochronne
Drugim takim potężnym symbolem jest oczywiście wieniec. Dawniej wyplatano go z ostatnich ściętych kłosów zbóż, wplatano w niego jarzębinę, jabłka, orzechy i lecznicze zioła. Wieniec miał kształt koła ? tak jak całe Koło Roku, które nie ma początku ani końca. Chodziło o to, by:
? Zamknąć w ziarnie siłę słońca na całą zimę,
? Wykorzystać jarzębinę i żołędzie jako naturalną tarczę ochronną przed złymi urokami i chorobami,
? Zapewnić ciągłość urodzaju ? ziarno z tego wieńca było wysiewane na wiosnę jako pierwsze.
Dziękczynienie siłom opiekuńczym
W tym okresie zwracano się do tych sił, które bezpośrednio odpowiadały za plon. Dziękowano Mokoszy ? Matce Ziemi, wilgotnej i płodnej, która rodzi wszystko, co nas karmi. Składano podziękowania Welesowi, który opiekował się bydłem, majątkiem i przysięgami, a także bóstwom słonecznym, takim jak Dadźbóg czy Świętowit, bo to ich światło dojrzewało w owocach i kłosach. To nie były jakieś odległe, niedostępne byty, tylko siły obecne w codziennym życiu każdego gospodarstwa.
Praktyka współczesna ? jak połączyć obie tradycje krok po kroku
Jeśli zastanawiacie się teraz, jak wpleść to w swoje codzienne życie i jak zorganizować własne rytuały na równonoc, to powiem tak: im prościej, tym lepiej. Nie trzeba tutaj żadnych skomplikowanych ceremonii, bo w prostocie leży największa siła.
Aranżacja jesiennego ołtarza
Nie potrzebujecie żadnych specjalnych, drogich rekwizytów ze sklepów ezoterycznych. Najlepszy ołtarz to taki, który przyniesiecie ze spaceru:
? Zwykły, lniany obrus albo kawałek naturalnego materiału,
? Kilka kłosów zbóż, gałązki jarzębiny z czerwonymi koralami, garść żołędzi, kasztanów i dojrzałe jabłka,
? Świece w kolorach jesieni ? złote, pomarańczowe, brązowe albo po prostu z naturalnego wosku pszczelego, bo ich zapach sam w sobie robi niesamowity klimat.
Rytuał chleba i daru dla Ziemi
Możecie wykonać bardzo prosty gest wdzięczności, który łączy w sobie słowiańską tradycję i wiccańskie dziękczynienie:
1. Kupcie albo najlepiej upieczcie własnoręcznie bochenek prostego chleba.
2. Zapalcie świecę na Waszym ołtarzu i pomyślcie o wszystkim, co w tym roku udało Wam się osiągnąć ? jakie ?plony? zbieracie w swoim życiu zawodowym, uczuciowym czy duchowym.
3. Weźcie ten chleb w dłonie, przełamcie go na pół.
4. Pierwszy kawałek zjedzcie z intencją przyjęcia obfitości i siły na nadchodzące chłodne miesiące.
5. Drugi kawałek, razem z odrobiną miodu lub mleka, wynieście na zewnątrz ? pod drzewo w ogrodzie, do parku albo na skraj lasu. Zostawcie go tam jako dar dziękczynny dla Matki Ziemi i Domowych Duchów, mówiąc po prostu zwykłe, szczere ?Dziękuję?.
Magia w kuchni i domowym zaciszu
Ten czas to też idealny moment, by wnieść magię w codzienne gotowanie. Pieczenie szarlotki z cynamonem, gotowanie gęstej zupy dyniowej czy parzenie herbaty z suszonych ziół, malin i miodu ? to nie są zwykłe posiłki. Jeśli robicie to z uważnością, to staje się to najprostszą, domową magią ochronną i wzmacniającą całą rodzinę.
Czucie ziemi zamiast skansenu
Podsumowując, jeśli chodzi o to całe wracanie do słowiańskich korzeni, to nie chodzi o to, żebyśmy teraz na siłę przebierali się w historyczne stroje i udawali, że żyjemy w X wieku. To nie ma być skansen. Chodzi po prostu o to, by czuć tę ziemię, po której codziennie chodzimy, i szanować jej rytm. Kiedy nadchodzi równonoc jesienna, nieważne, czy powiecie na to sabat Mabon, czy Święto Plonów ? najważniejsze jest to, by na chwilę się zatrzymać, podziękować za wszystko, co mamy, i z pokorą przyjąć to, że po lecie zawsze musi przyjść odpoczynek.



