Czy naprawdę żyjemy swoim życiem? Moje przemyślenia po przeczytaniu Weronika postanawia umrzeć?

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem pt. "Czy naprawdę żyjemy swoim życiem? Moje przemyślenia po przeczytaniu Weronika postanawia umrzeć?" przygotowanym przez naszego eksperta Wróżka Malwina
Czy naprawdę żyjemy swoim życiem?
Moje przemyślenia po przeczytaniu ?Weronika postanawia umrzeć? Paulo Coelho
Są książki, które po prostu się czyta. Są też takie, które zaczynają człowieka trochę uwierać. Zostają w głowie, wracają przy różnych sytuacjach i nagle człowiek łapie się na tym, że myśli: kurczę, przecież ja też tak mam.
Dla mnie taką książką okazała się ?Weronika postanawia umrzeć? Paulo Coelho.
Nie wiem, czy Coelho chciał napisać książkę ezoteryczną. Pewnie nie o to chodzi. Ale ja przeczytałam ją po swojemu ? przez swoje doświadczenia, pracę z ludźmi, Tarot, duchowość i to wszystko, co obserwuję u osób, które do mnie przychodzą.
I znalazłam tam bardzo dużo nas.
Weronika, czyli życie na autopilocie
Weronika ma pracę w bibliotece, życie poukładane tak, jak należy. Spełnia oczekiwania rodziców. Zrezygnowała nawet z gry na pianinie, choć tak naprawdę chciała grać.
I właśnie to było dla mnie bardzo mocne.
Bo ile osób żyje w ten sposób
Robimy to, co wypada.
Pracujemy tam, gdzie trzeba.
Zakładamy rodzinę, bo taki jest kolejny etap.
Kupujemy mieszkanie, spłacamy kredyt, robimy zakupy, sprzątamy, chodzimy do pracy, wracamy do domu i nagle okazuje się, że minęło kilka lat.
I człowiek nawet nie wie, kiedy przestał pytać siebie:
A czego ja właściwie chcę??
Bardzo często spotykam to również w pracy z ludźmi.
Ktoś przychodzi i pyta o partnera. Ale pod spodem tego pytania jest czasami zupełnie inne pytanie:
Czy ja będę jeszcze szczęśliwa??
Ktoś pyta o pracę, ale tak naprawdę chce wiedzieć:
Czy ja mam odwagę zrobić coś po swojemu??
Ktoś pyta o dawną miłość, a może tak naprawdę tęskni za sobą z tamtego okresu.
I dlatego Weronika jest dla mnie tak bliska. Bo ona nie jest jakąś odległą bohaterką. Ona pokazuje coś, co naprawdę dzieje się wokół nas.
A czasami także w nas.
Pianino i ta jedna osoba, która słucha
Bardzo zapadł mi w pamięć moment, kiedy Weronika zaczyna znowu grać.
I właściwie nie ma wielkiej publiczności. Nie ma tłumu ludzi, którzy ją oklaskują.
A mimo to jest szczęśliwa.
Bo robi coś, co naprawdę jest jej.
I to jest dla mnie bardzo ważne.
Czasami czekamy na pozwolenie od świata.
Czy ktoś mnie pochwali??
Czy to się opłaca??
Czy ktoś to doceni??
Czy będę wystarczająco dobra??
A może czasami wystarczy, że nam samym coś daje życie.
Nie wszystko musi być od razu wielkim sukcesem. Nie wszystko musi przynosić pieniądze, popularność i uznanie.
Czasami trzeba po prostu usiąść przy swoim pianinie.
Czyli zrobić to, co od dawna woła w środku.
Edward ? ile razy żyjemy cudzym życiem?
Bardzo poruszył mnie również Edward.
Człowiek, który miał swoje marzenia, chciał malować, chciał innego życia, ale został poprowadzony w inną stronę.
Rodzice, oczekiwania, środowisko, to, co wypadało?
I znowu pomyślałam o ludziach, z którymi rozmawiam.
I o sobie.
Ile razy człowiek słyszy:
Z tego nie wyżyjesz.?
To nie jest prawdziwa praca.?
Co ludzie powiedzą??
Najpierw trzeba mieć normalną pracę.?
Najpierw bezpieczeństwo, potem marzenia.?
Tylko że czasami to potem nigdy nie przychodzi.
A człowiek budzi się po latach i zastanawia się, gdzie podział się ten, którym kiedyś był.
A gdzie właściwie jest ta normalność??
Bardzo spodobał mi się motyw z guzikami.
To, że guziki są z przodu koszuli, uznajemy za normalne, bo tak się przyjęło.
Ale przecież równie dobrze mogłyby być z boku albo z tyłu.
I zaczęłam myśleć o tym, jak bardzo normalność zależy od miejsca, kultury, rodziny, środowiska.
To, co dla jednych jest oczywiste, dla innych może być kompletnie nie do przyjęcia.
I oczywiście nie oznacza to, że wszystko, co jest kulturowo przyjęte, jest dobre. Nie.
Ale pokazuje coś ważnego:
bardzo często mylimy normalne? znane?.
A to nie zawsze jest to samo.
Ezoterycznie patrzę na to jeszcze inaczej.
Mam poczucie, że każdy człowiek ma w sobie jakiś własny kompas. Można go nazwać intuicją, głosem wewnętrznym, duszą ? każdy może nazwać to po swojemu.
Tylko że bardzo łatwo go zagłuszyć.
Bo inni wiedzą lepiej.
Zedka i niespełnione miłości
Historia Zedki również bardzo mnie zatrzymała.
Ta miłość, której nie udało się przeżyć tak, jak chciała.
I znowu ? ile takich historii spotykamy?
Prawie każdy zna chyba jakieś ?co by było, gdyby??.
Czasami człowiek po latach nie tęskni już nawet za konkretną osobą.
Tęskni za tym, jak się przy tej osobie czuł.
Za sobą z tamtego czasu.
Za możliwościami, które wtedy wydawały się otwarte.
I właśnie dlatego pytania o byłych partnerów są czasami dużo głębsze, niż nam się wydaje.
Weronika i Edward ? bliskość to coś więcej niż seks
Ich relacja również dała mi do myślenia.
Dzisiaj seks jest wszędzie. Jest reklamą, produktem, sposobem na przyciągnięcie uwagi.
A przecież bliskość między dwojgiem ludzi to coś więcej.
To możliwość pokazania siebie bez masek.
Bycia zobaczonym.
Dotknięcia nie tylko ciała, ale również tej części człowieka, której na co dzień nie pokazujemy.
I myślę, że wiele osób właśnie tego szuka.
Nie kolejnego związku ?na papierze?.
Tylko kogoś, przy kim można naprawdę być sobą.
Maria i pułapka samej duchowości
Jest jeszcze Maria.
I tutaj pojawiło się u mnie bardzo mocne skojarzenie z tym, co obserwuję dzisiaj w świecie duchowym.
Bo można bardzo dużo mówić o filozofii, medytować, analizować duszę, energie, rozwój?
I jednocześnie niczego w swoim życiu nie zmieniać.
Można tak długo ?pracować nad sobą?, że życie zaczyna uciekać.
Dla mnie historia Marii właśnie o tym trochę mówi.
Duchowość bez działania może stać się kolejną formą ucieczki.
I to jest temat, który jest mi bardzo bliski.
Bo spotykam się czasami z myśleniem:
Jestem osobą duchową, więc pieniądze nie powinny być ważne.?
Albo:
Pani jest duchowa i bierze pieniądze za swoją pracę??
A przecież my wszyscy żyjemy tutaj, na ziemi.
Mamy ciało.
Musimy coś jeść.
Musimy mieć gdzie mieszkać.
Potrzebujemy ubrań.
Płacimy rachunki.
Chcemy czasami pojechać na wakacje.
Potrzebujemy odpoczynku.
I naprawdę nie widzę sprzeczności między duchowością a pieniędzmi.
Dusza i ciało. Duch i materia. Dawanie i otrzymywanie. Praca i odpoczynek.
Jedno nie musi wykluczać drugiego.
Nie chodzi też o to, żeby pracować bez końca i całe życie się zamęczać.
Może właśnie czasami trzeba zrobić coś trochę ?ponad stan? tego, do czego przywykliśmy.
Wyjść poza samo przetrwanie.
Zrobić coś dla siebie.
Zatrzymać się.
A może przeciwnie ? odważyć się w końcu działać.
Bo życie jednak wymaga działania
I tutaj wraca do mnie pewna historia o Szymonie Słupniku.
Człowieku, który wycofał się ze świata i poświęcił życie Bogu.
Ja patrzę na to oczywiście przez swoją duchową interpretację, nie jako na jedyną prawdę.
Ale czasami myślę, że jeżeli dusza przychodzi tutaj po doświadczenia, to samo siedzenie i rozmyślanie o życiu niekoniecznie pozwala tych doświadczeń zdobywać.
Trzeba też żyć.
Kochać.
Podejmować decyzje.
Czasami się pomylić.
Zacząć od nowa.
Dotknąć życia, a nie tylko o nim czytać.
A doktor Igor?
Doktor Igor jest dla mnie bardzo ciekawą postacią.
Bo on również nie działa całkiem według utartych schematów.
Ma swoją metodę. Obserwuje ludzi. Próbuje doprowadzić ich do czegoś, czego sami nie potrafią zobaczyć.
I tutaj pojawia mi się bardzo mocne skojarzenie.
Może każdy z nas powinien znaleźć w sobie swojego doktora Igora.
Takiego wewnętrznego człowieka, który czasami zapyta:
A dlaczego właściwie robisz to w ten sposób??
Czy naprawdę tego chcesz??
Czy to jest twoje życie??
A co by było, gdybyś zrobiła inaczej??
Bo czasami potrzebujemy spojrzeć na siebie z innej strony.
I chyba właśnie dlatego ta książka tak bardzo do mnie trafiła
Nie dlatego, że daje gotowe odpowiedzi.
Tylko dlatego, że zmusza do zadawania pytań.
Czy żyję swoim życiem?
Czy żyję życiem, które ktoś kiedyś dla mnie wymyślił?
Czy jeszcze pamiętam, co lubię?
Czy mam odwagę robić rzeczy, które są naprawdę moje?
Czy nie uciekam za bardzo w pracę?
Czy nie uciekam za bardzo w duchowość?
Czy potrafię być jednocześnie człowiekiem duchowym i człowiekiem żyjącym w materii?
Czy potrafię przyjmować pieniądze bez poczucia winy?
Czy potrafię odpoczywać?
Czy potrafię kochać?
Czy pozwalam sobie być trochę ?inna? niż wszyscy?
I chyba najważniejsze:
Czy jestem szczęśliwa ze sobą, kiedy nikt na mnie nie patrzy?
Bo Weronika i Edward w pewnym momencie są dla świata trochę ?szaleni?.
Ale oni są razem.
Są szczęśliwi.
I nie robią nikomu krzywdy.
I może właśnie o to chodzi.
Nie o to, żeby wszystkim udowodnić, że jesteśmy normalni.
Tylko żeby znaleźć własny sposób na życie.
Dlatego polecam tę książkę szczególnie osobom, które czują, że utknęły
Nie dlatego, że książka rozwiąże ich problemy.
Ale może sprawić, że ktoś zatrzyma się na chwilę i pomyśli:
?Kurczę? przecież ja też tak żyję.?
Może ktoś zobaczy w Weronice siebie.
W Edwardzie ? swoje niespełnione marzenia.
W Zedce ? dawną miłość.
W Marii ? własne uciekanie w myślenie zamiast działania.
A w doktorze Igorze ? tę część siebie, która od dawna próbuje powiedzieć:
Zobacz na to inaczej.?
I może właśnie wtedy zaczyna się coś zmieniać.
Bo czasami największym początkiem zmiany nie jest jeszcze działanie.
Jest nim moment, w którym po raz pierwszy naprawdę zauważamy, że żyjemy nie swoim życiem.
A potem przychodzi najtrudniejsze.
Trzeba już coś z tym zrobić.
I tutaj każdy z nas ma swoją własną drogę.
Może więc warto dziś zadać sobie jedno proste pytanie:
Gdyby nikt nigdy nie powiedział mi, jak mam żyć jak wyglądałoby moje życie



