
Kwarc różowy
Swoją ,,przygodę" z litoterapią rozpoczęłam cztery lata temu, kiedy pod ciężarem różnych negatywnych przeżyć lekarz zdiagnozował u mnie nerwicę lękową. Objawiało się to zazwyczaj drgawkami, przyspieszonym biciem serca (co najmniej 124 uderzenia/min), bezsennością, atakami duszności oraz ogromnym i uporczywym bólem serca. Pamiętam, że kiedyś policzyłam, że przez ponad dwa lata przesypiałam zaledwie po 3-4h dziennie, a czasem mniej - sen dopadał mnie dopiero wtedy, gdy mój organizm był tak wycieńczony, że samoistnie ,,padałam na twarz" i zasypiałam dopiero w późnych godzinach rannych. Przeszkadzało mi to bardzo w codziennym funkcjonowaniu - nie mogłam się skupić na studiach, byłam nerwowa, przemęczona i sfrustrowana.. Po bardzo przykrym doświadczeniu w moim życiu przyszedł czas, że stres jeszcze bardziej się spotęgował, a dolegliwości, które miałam co jakiś czas były na porządku dziennym. Lekarze rozkładali ręce, bo tabletki przepisywane przez nich nie pomagały, a ja czułam się coraz gorzej.. Do tego doszła latami nieleczona depresja, która wcale nie pomagała.





